Tumblelog by Soup.io
Newer posts are loading.
You are at the newest post.
Click here to check if anything new just came in.

May 27 2018

dzienwktorympekloniebo
- Świat się kurczy. - Świat jest taki jaki był, problem w tym, że coraz w nim mniej.
— p.

May 24 2018

dzienwktorympekloniebo
Jeszcze nie tak dawno temu żyłem życiem które było mi bardzo bliskie. Życiem w którym byłem tylko z tą „rzeczą”. Z „rzeczą” która zajmowała mi całe dnie i noce. Wszystkie zajęte i wolne chwile. Była moją zmorą i przyjaciółką. Była szczęściem i łzami. Jedzeniem i trucizną. Cierpienie. O tak. Jakże miło mi znów Cię widzieć kochana. Żyliśmy jak rodzeństwo przez wiele lat. Dostarczane z każdej strony. Rzadko moje a częściej innych. Oddawali mi je. Za darmo. Czego mogłem oczekiwać w zamian za pożywienie? Pamiętam jak nosiłem je na barkach niczym córkę która rośnie w bardzo szybkim tempie. Pamiętam gdy na początku biegłem. Później szedłem. By zorientować się po chwili że jestem na kolanach. Ale wciąż szedłem. Nigdy sie nie zatrzymałem. Pamiętam ten ból. Pamiętam. Cierpienie. Wiele związków uratowanych. Wiele serc, powiązań, spraw, relacji, przyjaźni a w końcu żyć naprawionych. Zostawiali cierpienie i szli dalej. A ja zostawałem z nim i szedłem w drugą strone. Tęsknie za Tobą. Ale mam wrażenie że niedługo znów się spotkamy. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazuja że to juz bardzo niedługo. Już za chwileczkę porozmawiamy ponownie.
— p.

May 21 2018

dzienwktorympekloniebo
-Jesteś moim złotem.
-Nie, jestem Twoim bankierem.

-Jesteś moim łańcuchem.
-Nie, jestem Twoją kotwicą.

-Jesteś moimi skrzydłami.
-Nie, jestem Twoją  rybą.

-Jesteś moim marzeniem.
-Nie, jestem tylko Twoją zachcianką.

-Jesteś moją rzeką.
-Nie, jestem Twoim drenażem.

-Jesteś moim kolorem. 
-Nie, jestem tylko Twoją plamą.

-Jesteś moim diamentem.
-Nie, jestem Twoim kamieniem.

-Jesteś moją magią.
-Nie, jestem tylko trikiem.

-Jesteś moim zamkiem.
-Jestem Twoim murem.

-Jesteś moim kochankiem.
-Nie, jestem tylko Twoim kumplem.

-Kocham Cię.
-Nie, po prostu się boisz.




— p.

April 29 2018

dzienwktorympekloniebo

Nie wiem jak to ugryźć. Już raz to pisałem i zmazałem bo się sam przeraziłem, żądzy jaka była w tym tekście. Przeraziłem się bo wydawało mi się że nie wypada, i dlatego że miałem dziwne wrażenie że bardzo się jej to spodoba. Spotkaliśmy się nie dawno. Miałem wrażenie za każdym razem gdy się zbliżała że między nami rozszczepiają się atomy i tworzy się naturalna bomba atomowa, która za chwilę może eksplodować.To było...Nie wiem co to było. Nie wiem jak mam to nazwać. Była blisko.Bardzo blisko. Wydawałoby się momentami za blisko a czasami jeszcze za daleko. Miałem ochotę. Zajebistą ochotę. Na wszystko. Pocałunek? Też ale on byłby niczym w porównaniu z tym co wydarzyłoby się później. 

Nie mam wymarzonego scenariusza tej sytuacji. Uwarzam że w momencie pocałunku przeszlibyśmy odrazu dalej nie odrywając ust od siebie. Jest bardzo drobna. Jest piękna. Podniósłbym ja do góry. Mogłbym ją pewnie tak nosić całą noc. Ale zaniósł bym ją na łóżko. Albo na blat. Ten właśnie blat w tej dziwnie przyjemnie małej kuchni. Całując ja bez przerwy. Może z małą przerwą. Na przeciągnięcie przez jej głowę bluzki, ściągając ją. I kolejna przerwa ściągając moją. Już sam dotyk sprawiałby ogromną przyjemność. I tutaj byśmy się zatrzymali na chwilę rozkoszując się tą chwilą. Ale również po to aby jeszcze bardziej rozpalić żądzę. Z tego blatu przenieślibyśmy się na łóżko. Nadzy cieszyli się się dotykiem. I co by było dalej? Nie wiem. Wydaje mi się że ona też nie wie. Byłoby wspaniale? Mam nadzieje. Będzie kiepsko? Być może. I może wtedy cały czar pryśnie. Pokusa sprawdzenia tego jest olbrzymia. I...pewnie to sprawdzimy. Naprawdę nie wiem co z tego wyjdzie. Boje się jednego. Ja nie jestem standardowy. Jestem inny. Przez świat uznawany za delikatnie mówiąc, nieprzystępny. Ona musi o tym pamiętać. I przezwyciężyć, ale ja w zamian za to potrafie dać wiele. Wiele przyjemności nie tylko samym sexem ale całą otoczką. Ale to akurat to ona już wie.

Miał być szczegółowy opis. Miało być bezpośrednio. Ale chyba lepiej zostawić to na później i przy zamkniętych oczach to poczuć. I poczujemy.

— p.

April 23 2018

dzienwktorympekloniebo
Jest pociagająca. Jest zajebiście pociągająca. Do granic możliwości. I ona to wie. I co? I jest jeszcze bardziej pociągająca.
— p.
Reposted byLejdiWioletta LejdiWioletta

April 20 2018

dzienwktorympekloniebo
Nie wiem co mam powiedzieć. Odsłuchałem drugiego nagrania i co ja mam powiedzieć? Wryło mnie w fotel a w zasadzie w lóżko tak samo jak ją gdy mnie ostatnio ujrzała. Zaniemówiłem. Dlaczego? Dlatego że melodia którą sama stworzyła a to duża sztuka zrobiła swoje. O słowach nic nie powiem bo nie potrzeba. Głos który kocham! I...melancholia. Moja najdawniejsza przyjaciółka. Cóż. Dzisiaj zasnę z nią.
— p.

April 17 2018

dzienwktorympekloniebo
Brzmi jak kiedyś. Brzmi jak zawsze. Wiem że powiedzieć dzisiaj do kogoś „kocham Twój głos” to siara. Takie mamy czasy. Ale ja to powiem dobrze? I bez siary. Bo gdy mówimy o uczuciach nie ma mowy o siarze. Nawet „nie ładne słowa” wypowiedziane z emojami sa prawdziwe i najpiekniejsze. Trzeba uważać na to co się mówi. Trzeba ważyć słowa. Czasami ta waga się psuje i mamy wyrzuty sumienia, ale to czego nie powinniśmy mowić jest najprawdziwsze. a poza tym...zawsze można pięknie przeprosić. I sprawić komuś i sobie ogromną przyjemność. Zaśnij już.
— p.

April 16 2018

dzienwktorympekloniebo
Nie wiem dlaczego wszystko się tak dziwnie układa. N powiedziała mi dzisiaj kilka rzeczy które bardzo mi się nie spodobały. Ale co miała powiedzieć? Wydaje mi się że jej jest równie cieżko jak mi. A w zasadzie wydaje mi się że jest jej ciężej. Podziwiam ją. Radzi sobie sama ze wszystkim. Radzi sobie mimo że uważa inaczej. Jest świetna. Zachowała normalność i radość pomimo że życie jej nie ułatwia niczego. Radość. Czasami mam wrażenie że nie jest jej do śmiechu. A w sumie jestem tego pewien. I doprowadza mnie do szału że nie chcę pomocy. Jest nieufna. To zrozumiałe. Ja nie mogę jej wiele zaoferować chociaż stanąłbym na głowie ze wszystkim. Może jeszcze się do mnie przekona? Może zaufa? Bardzo bym tego chciał. Bardzo bym chciał mieć więcej odwagi aby powiedzieć jej wszystko. Chciałbym oddać jej siebie. Kurwa...wiele bym chciał a nie mam nic. A może mam wszystko a chciałbym mieć nic? Wiem jedno. Wiem że kocham.
— p.

April 14 2018

dzienwktorympekloniebo
Spotkałem ją dzisiaj. Była taka jak kiedyś. Była taka jak nigdy wcześniej. Nie mogłem oderwać wzroku od jej ust. Zawsze miałem ten dar. Obserwowania szczegółów. Układ jej warg przy składaniu kolejnych wyrazów doprawadzał mnie do szału. Szału chęci przerwania jej i pocałowania. Jak kiedyś. Te oczy. Zweżające się przy każdym uśmiechu zwiekszając błysk po stokroć. Tak. To zdecydowanie była ona.
— p.

April 11 2018

dzienwktorympekloniebo
Rok 2014. Mam 22 lata. Jestem juz po kilku latach dosyc ciezkiej pracy. Nigdy nie odkladalem pieniedzy. W sumie nawet nie mialem jak poniewaz samotnosc doskwierajaca mi na codzien zmuszala mnie do czestych wyjazdow do polski gdzie krazyly ciagle moje mysli. Dziewczyn bylo dookola sporo. Nigdy nie mialem z nimi jakiegos wiekszego problemu. Szczerze je uwielbialem. Szczerze bylem dla nich mily, lubilem z nimi rozmawiac lubilem ich sluchac. Moze dlatego i one to odwzajemnialy bo w dzisiejszych czasach czesciej spotykamy denne podrywy. Wiele razy sie „zakochiwalem” ...na okreslony okres czasu. Nie dlatego ze nudzily mi sie ale dlatego ze to nie bylo „to” lub one same szly dalej. Marzyla mi sie milosc(tak wiem, w wieku 22 lat to bylo dziwne ale ja nigdy nie bylem „standardowy”). Myslalem o tych wszystkich niewiastach czesto. Dobrze pamietalem tylko kilka. Najbardziej w pamieci utwily mi dwie. L i N. I to wlasnie ta druga. Ta tajemnicza N ktora pamietalem z daaawnych lat. Pamietalem jak zakochany totalnie czekalem na jej przyjazd zagladajac za okno co 3,5 sekundy. Nie wiem czy odwzajemniala to uczucie o ile mozna tak bylo to wtedy nazwac bo co mozna czuc w wieku 13-14? lat.(oczywiscie ze mozna) Bylo naprawde swietnie ale... Wszystko rozplynelo sie naturalnie. Mlodzi, zalezni od kogos nie byli wstanie pokonac odleglosci jaka ich wtedy dzielila. Cierpialem strasznie. Jednak czas zalatwil wszystko. Przez kolejne lata nigdy o niej nie zapomnialem uciekajac myslami co jakis czas w przeszlosc. Jednak na mojej drodze dorastajacego czlowieka pojawialy sie „kolejne” dziewczyny ktore troche zamazywaly tamte obrazy. W koncu w wieku buntowniczym zaczalem to postrzegac jako milosc wakacyjna. Bagatelizujac ja calkowicie. Problem polegal na tym ze w srodku myslac o najlepszych rzeczach jakie mi sie przytrafily to byla jednak na pierwszym miejscu. W wieku lat 18 poznalem moja jeszcze niedawna przyjaciolke. Prawdziwa przyjaciolke L, ktora nie przypadkowo pojawila sie rowniez w tej dwojce. Przy niej moglem powracac do wspomnien o N. opowiadac, wyobrazac i marzyc co by bylo gdyby. Piec lat naszej genialnej znajomosci pozbawionej, porzadania, cielesnosci oczywiscie musialo sie przeistoczyc w „cos wiecej”... i w tym momencie skonczyla sie mozliwosc wracania do N. Nie dlatego ze nie bylo z kim. Dlatego ze moja glowa wciaz byla zaprzatana czyms innym. Chwila. Chwilami bardzo krotkimi. Kazdorazowe wybudzenie z letargu powodowalo jednak smutek. Nie wiem czemu zawsze do niej wracalem. Moze dlatego ze widywalem w jej oczach szczera chec do mojej osoby? Kochalem ja. Kocham do dzisiaj. Ale juz inaczej. Wroce jednak do N. Dziewczyna sliczna, mila o niesamowitych oczach. Kocham jej...zęby. Serio. Nie wiem jak to mozliwe ale ma piekne kły jak wampir. Sa tak sliczne i pociagajace ze do dzisiaj pamietam jak wyobrazalem sobie je wbijajace w moja szyje. Oczywiscie nie dla krzywdy a przyjemnosci. Przyjemnosci ktorej nigdy nie zaznalem. Moglem. Jednak...odszedlem. Dlaczego? Do dzisiaj szukam kolejnych powodow i im czesciej je znajduje tym bardzo wydaja mi sie zadne. Ale wtedy nie byly...Gdy bylem na ostatniej prostej z N wydarzylo sie kilka rzeczy w bardzo krotkim okresie czasu ktore rozbily mi caly swiat. Z kilkuletniego zakochania wyszlo...nic. Wracajac z Polski, po spotkaniu (wspanialym!!!) z N dowiedzialem sie ze stracilem prace. Nie mialem oszczednosci. Dzien pozniej przyszedl moj wyrok z sadu ktora przylutowal mi po kieszeni wdeptujac mnie w ziemie. Nieobecnosci w szkole spowodowaly moje wyrzucenie z niej. Kolejny raz...Mialem 22 lata. Co mialem zrobic? Wyjazdy do polski nie wchodzily w gre. Wciaz mieszkalem z matka. Bylo tak wygodniej. Ona tez nie pomagala mi w tej sytuacji. Zostalem sam. Z jednej strony mialem...gowno a z drugiej byla N. Co mialem jej wtedy zaproponowac? "Daj mi czas(duzo czasu) az stane na nogi i wtedy bedzie spoko?" Mialem to powiedziec do pieknej, nieznajomej dziewczyny ktora i tak nie moglaby byc pewna co bedzie pozniej? Wracajac do domu myslalem jeszcze o tym aby ja sciagnac tutaj ale po tych informacjach nie bylo nawet cienia szansy. Wiedzialem ze jesli bede chcial to utrzymac bede meczyl siebie i ja jeszcze bardziej. Wybralem wyjscie mozliwie najmniej dotkliwe. Tak mi sie wtedy wydawalo. Dzisiaj postapil bym zupelnie inaczej. Ale wtedy brakowalo mi tych 4 lat do podejmowania takich decyzji. Wybralem ''rozstanie''. Chcialem to zrobic szybko. Nawet kosztem jakosci aby przejsc z tym do porzadku dziennego i u mnie i u niej. Łudziłem sie. Nie udalo sie przynajmniej dla mnie. W srodku mialem nadzieje ze u niej tez nie i jakos to sie cofnie ale sie nie udalo. Musialem wytrwac i wytrwalem. Dzisiaj brzmi to jak marny scenariusz marnego filmu(te moje problemy) ale dla chlopaka 22 letniego ktory jest "sam" gdzies tam daleko byl to koniec swiata. Nie moglem sobie tego wybaczyc. Nie sadzilem aby kiedys wybaczyla mi to N. Dzisiaj juz na szczescie wiem. Ponownie czas zrobil swoje. Rany sie zrosly ale bylo pewne ze sie kiedys otworza. Nie pomylilem sie. Otworzyly sie i to z wielkim impetem. Spotkalem ja niedawno. Jest jeszcze slodsza, jeszcze piekniejsza i jeszcze bardziej pociagajaca niz byla kiedys. Ale juz nie moja... PS: Wiem ze ktos to przeczyta. Wiem ze teraz to czytasz. Wiem ze czytasz i nie wiele rozumiesz. Ja wielu rzeczy sam nie rozumiem chociaz sam je tworzylem. To nie koniec tej opowiesci. Jest jeszcze wiele slow ktore chcialbym wypowiedziec i wypowiem. Bo wiem ze przeczytasz. Wiem to. Jeśli chcesz to pytaj... I witaj.
— p.

November 08 2017

dzienwktorympekloniebo
8132 c12b
Reposted fromriverflowsinyou riverflowsinyou viadestinyy destinyy
dzienwktorympekloniebo
8681 62a8
Reposted fromdestinyy destinyy

October 15 2017

dzienwktorympekloniebo
Nie mówiliśmy dużo, ale dużo między nami się działo.
— p.
dzienwktorympekloniebo
Wydaje mi się, że na świecie są ludzie, którzy tak zostali stworzeni, że nigdy nie będą odczuwać szczęścia. Będą sypiać z pięknymi kobietami o ciałach doprowadzających innych do szaleństwa (bądź absolutnie przystojnymi mężczyznami) i czuć, że im czegoś brakuje. Będą mieć świetną pracę, która innych doprowadziłaby do kompletnej zazdrości, i będzie im czegoś brakowało. Będą kochani, hołubieni i nigdy nie opuści ich uczucie niedosytu. Będą zawsze analizować zachowania innych, sytuacje, zdarzenia, szukać niewiadomo czego. Myślę, że są tacy ludzie. Sam taki jestem.
— p.
Reposted byadmiracja admiracja
dzienwktorympekloniebo
Mieliśmy budzić się w białej pościeli, a dzieli nas więcej niż kilometry. Mieliśmy razem być, ale podzielił nas czas, którego nie mogliśmy znieść. Mieli nas inni za przykład, za to że można razem to wszystko przejść, a na prostej drodze wybraliśmy inne zakręty.
— p.

June 11 2017

dzienwktorympekloniebo
Zadzwoń do mnie rano, ale proszę zrozum najpierw, że moje życie to chaos i pasmo zmartwień. Czasem chcę słyszeć tylko te głosy z mej głowy, aby ukoić nerwy i wygrać walkę. Nie jestem pewny czy wiesz, o co mi chodzi, gdy mówię, że potrzebuje kilku godzin, bo chyba się gubię. Jeśli nie, to trudno, po prostu mi uwierz że siedzę cicho, bo widocznie czasem tak lubię. Zostaw na później wszystko, co mówiłaś przed chwilą, tylko patrz i spojrzeniem wyznawaj mi miłość. Wiem, że dziś nie pierwszy raz siedzimy do późna, nie mówiąc nic i rozumiem, że Ciebie to wkurwia. Pozwól naprawić mi to, co we mnie zepsute, a będę Twój, kiedy tylko pokonam smutek. I chociaż czasem to przynosi przeciwny skutek, teraz posiedźmy w ciszy przez minutę.
— p.

April 29 2017

dzienwktorympekloniebo

April 28 2017

dzienwktorympekloniebo
I co? I nic. Nic się nie dzieje.
Życie się dzieje. A ja nie umiem się dziać. 
Czy świat wyzdrowiał?
Czy już nikt nie ma problemów?
Więc czym teraz będę karmiony? 
Więc komu potrzebny?
Potrzebuję problemu. A najlepiej 100 problemów, stu różnych ludzi.
Przecież zawsze przychodzili. 
Jestem chory...Tak, z pewnością jestem chory. 
To śmieszne, ale to właśnie ja jestem chory. 
Ile można pastwić się tym defytyzmem? Ile można być smutnym? Ile można? Jak można być tak popierdolonym?

No i chuj. Nie zmienie się. Aż nie zdechnę. Albo znowu zacznę kochać. 

No kurwa, jestem chory.
— p.

March 13 2017

dzienwktorympekloniebo
9851 eb87 500

February 22 2017

dzienwktorympekloniebo
Drugiej połowy już nie ma.

Została pożoga.

A jej nieobecność będzie Cię boleć już zawsze.
— p.
Older posts are this way If this message doesn't go away, click anywhere on the page to continue loading posts.
Could not load more posts
Maybe Soup is currently being updated? I'll try again automatically in a few seconds...
Just a second, loading more posts...
You've reached the end.

Don't be the product, buy the product!

Schweinderl